Balerinka - co to takiego   40 lat Balerinki   Zdjęcia - galeria   Popis podsumowujący   Prasa o Balerince
  Osiągnięcia - referencje   Rady dla rodziców   Czesne i regulamin   Kontakt
  Strona główna


logo

Uśmiech dziecięcego tańca

Zdzisiu kochany!

W latach pięćdziesiątych ośmioletnia wówczas nasza Małgorzatka uczęszczała do studia baletowego, które prowadziła niezapomniana p. Sylwia Sven, żona wspaniałego reżysera, wieloletniego dyrektora Teatru Polskiego Jakuba Rotbauma.. Studio mieściło się w dużej sali, sąsiadującej z mieszkaniem państwa Rot ha umów, przy ul. Włodkowica. Pani Sven prowadziła z dziećmi rytmikę, uczyła je tańczyć, pozwalała układać w tukt muzyki pomysłowe sanki baletowe. Małgorzata po każdej lekcji wracała uszczęśliwiona, demonstrowała w domu, czego się nauczyła u pani Sven i co sama ułożyła do ukochanej muzyki. Wreszcie był popis. W Teatrze Kameralnym, wówczas jeszcze Teatrze Żydowskim - wielka gala! Mali artyści stremowani, a jeszcze bardziej stremowani rodzice, którzy przyszli podziwiać sztukę swoich pociech. Pamiętam, że Małgorzata m.in. brała udział w takiej scence tanecznej jako Kominiarczyk w czarnym dresie, czarnej pończosze na twarzy, w cylinderku z poczernionego kartonu, z drabinką i zwiniętą szczotką kominiarską na plecach. Do dziś pani generalny konsul RP w Montrealu wspomina ze wzruszeniem ten swój pierwszy występ przed publicznością.

Po śmierci nieocenionej pani Sylwii Sven zabrakło studia baletowego, w którym by dzieci - bez ambicji profesjonalnych, jak w studiach baletowych w Operze czy Operetce - mogły nabywać elegancji gestu, szczęścia skoordynowanego ruchu, uśmiechu we wspólnym dziecięcym tańcu. Wreszcie w 1962 roku pani Zofia Mikosz-Maszyńska założyła takie studio baletowe dla dzieci. I znów dzieci, dziewczynki i chłopcy od 5 do 9 lat, podzielone na 4 grupy wiekowe, mogły korzystać z nauki rytmiki, cieszyć się zespołowym tańcem. Pani Mikosz-Maszyńska nazwała swoje studio BALER1NKA. Dobrze pamiętam taki popis „Balerinki" w Teatrze Współczesnym, oparty na kanwie wiersza Stachury „Chodź człowieku, coś ci powiem” do muzyki japońskiego kompozytora gitaro. Spektakl pięknie skomponowany. mówiący o ocaleniu otaczającego nas świata przed skutkami źle pojętej cywilizacji.

Jak obecnie wszystkie przedsięwzięcia kulturalne, tak i „Balerinka" z trudem utrzymuje się przy życiu. Nic stać dziś tego bardzo pożytecznego studia na kosztowne pokazy, które podsumowywały co roku postępy małych uczniów. Wynajęcie sali teatralnej na pokaz przerasta możliwości finansowe „Balerinki". Udaną próbą znalezienia sposobu na demonstrację postępów uczniów „Balerinki" był występ w Domu Handlowym „Odra” w dniu, w którym „Wieczór Wrocławia" otworzył tam swój punkt ogłoszeń, występ, który stanowił równie: próbę promocji niektórych towarów sprzedawanych przez DH „Odra". Lekcje „Baierinki" odbywają się już od wielu lut przy pl. Solnym 18/19. w byłym gmachu MPK. Niestety, byłym, gdyż MPK opuszcza już gmach przy pl. Solnym i eksmisja grozi również „Balerince". W zamian proponuje się temu bardzo pożytecznemu studiu baletowemu lokal przy ul. Wierzbowej - niestety, bez pianina, a na kupno pianina „Balerinkę nie stać - lub salę gdzieś na peryferiach miasta, gdzie doprowadzenie dzieci przez rodziców byłoby bardzo utrudnione! Stąd prośba do władz miejskich: Może znalazłoby się gdzieś w Śródmieściu jakieś lokum dla tak potrzebnej, przez tyle lat dającej radość i naukę wielu dziesiątkom wrocławskich dzieci, „Balerince"? Nie pozwólmy zniknąć „Balerince" z pejzażu kulturalnego naszego Wrocławia. Wprawdzie my, Zdzisiu, nie będziemy już korzystać z lekcji w „Balerince", ale może nasze wnuki, prawnuki? A radni miejscy też chyba mają dzieci, wnuki? Powinni o nich pomyśleć.

Twój WOJCIECH DZIEDUSZYCKI



Designed by Jojo 2004